Start

Poraszka’97 – Banino 3:7 (1:4)

Jak mawiał klasyk – koniec marzeń, koniec snów. Końcówka sezonu zupełnie nam nie wyszła i po niespodziewanym remisie z Balitconem i sensacyjnej klęsce z Baninem, nie zajmiemy miejsca na podium. Co prawda są jeszcze na to matematyczne szanse, ale nie ma co robić sobie złudnych nadziei.

A mecz z Baninem zaczął się bardzo dobrze. Po moim podaniu z autu piłkę przejął Adrian, w swoim stylu ograł trzech rywali i strzelił pewnie do bramki. Wydawało się, że teraz pójdzie z górki. I poszło, tyle, że dla Banina, którego gracze do przerwy aż czterokrotnie znaleźli drogę do naszej bramki.

Kiedy na początku drugiej połowy zrobiło się 1:5, było już po meczu. Wtedy nastąpił nasz dwuminutowy zryw w czasie którego Filip zdobył gola po rzucie karnym, którego sam wywalczył, a dosłownie tuż po wznowieniu od środka Filip przejął piłkę, zagrał do Pudzio, który był szybszy od bramkarza, minął go i praktycznie wszedł do pustej bramki. Niestety to wszystko na co nas było stać w niedzielny wieczór. Rywale tymczasem trafili jeszcze dwukrotnie i ostatecznie przegraliśmy aż 3:7.

Tak czy inaczej w tym sezonie odnieśliśmy największy sukces w historii Poraszki – czwarte miejsce to naprawdę znakomity wynik. Pewnie tak za miesiąc będę się z niego cieszył…

1:0 Adrian Chrostowski (a. Marcin Średziński), 2:5 Filip Śpiewak (wyw. Filip Śpiewak), 3:5 Adrian Wiśniewski (a. Filip śpiewak).

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Dodatkowe informacje